Wszystkie posty w kategorii: “Twórczość – trzecia ścieżka

Malarstwo i rysunek to po prostu zachwyt nad światem. Próba zatrzymania chwili, utrwalenia emocji, które jej towarzyszą. Oczywiście królują góry. Tylko tam ścieżki są odpowiednio strome…

Tokarnia

Jest w Beskidzie kilka gór o tej nazwie. Ale moja bohaterka to najbardziej na wschód położony wierzchołek dzikiego pasma Bukowicy. Już prawie Bieszczady, graniczna dolina Osławy tuż, tuż. Bukowica wije się kosmatym, zalesionym grzbietem. Piękny bukowy las, wielka pustka, wilki i niedźwiedzie. Wzdłuż grzbietu Główny Szlak Beskidzki, znaki czerwone. No właśnie, znaki…

Pasmo Bukowicy – oczywiście wraz z Tokarnią – wybrałam na pierwszy dzień mojej samotnej wędrówki. To był test. Po wstawieniu endoprotezy biodra bardzo szybko wróciłam do wędrówek po górach.  Ale zawsze na lekko. I zawsze z Sherpą. Staw biodrowy już nie bolał, ale moje plecy odmawiały noszenia czegokolwiek.

Potem nastąpiła poprawa. No to jadę! Układam plan: nie za duże odcinki, noclegi, obiadokolacje. Bukowica kusi mnie od momentu, kiedy usłyszałam tę nazwę. Buki to moi starsi bracia. Wpada mi w ucho jakaś historia o błądzeniu na Tokarni, ale co tam! Błądziła młodzież bez doświadczenia. A ja jestem stary bieszczadnik (beskidnik?).

Zaczynam klasycznie, od Komańczy. Po noclegu w schronisku wyruszam. Wielkie emocje! To test mojego nowego biodra i moich pleców reanimowanych fizjoterapią i codzienną praktyką jogi.

Pierwsze błądzenie zaliczam już na Wahalowskim Wierchu. Na trawiastym szczycie nie ma żadnych oznaczeń. Pozostaje mapa i wyobraźnia. I instynkt. Wycofuję się grzecznie, znajduję właściwą drogę. Górę Kamień z pięknymi skałkami przebywam bez problemu. Jeszcze fotograficzne szaleństwo na terenie dawnej wsi Przybyszów. Kwitnie barszcz Sosnowskiego. Ogromne, biało kwitnące rośliny, wielkie jak znaki drogowe, baldachy jak półmiski… Całe pole!

I już Tokarnia. Wychodzę z lasu. Tam, gdzie nie ma drzew, nie ma też znaków. Ale jest ścieżka wydeptana w trawie. Niezbyt wyraźna, ale zawsze. Podchodzę dzielnie, plecy jakoś się trzymają. Późne popołudnie, ciepłe, nasycone światło.

Problem zaczyna się wraz z początkiem sianokosów. Łąki na górnej części zbocza są skoszone. Gdzie moja ścieżka? Nie ma nic. Według mapy szlak prowadzi prosto na szczyt. Idąc w górę trafię na niego, proste! Muszę jeszcze tylko przejść przez las. Idąc coraz bardziej stromo przez skoszone łąki docieram do jego krawędzi.

Hmm… Las jest zbitą gęstwiną jeżyn, malin i pokrzyw. W tym wszystkim rosną drzewa. Zero szlaku, zero ścieżki. Wędruję wzdłuż krawędzi. Nic, po prostu busz. Przecież nie będę się przez to rąbać. Powinnam być już w Woli Piotrowej!

Coś warczy. Zboczem, na przełaj przez skoszone łąki suną dwa samochody terenowe. No tak, jest niedziela, trzeba zażyć świeżego powietrza.

Zatrzymuję jeden z samochodów. Facet koło trzydziestki, szorty, mięsień piwny.
– Przepraszam, nie widział pan czerwonego szlaku?
Patrzy na mnie zdziwiony:
– Czego???
– Szlaku. No, biało-czerwonych znaków na drzewach – wyjaśniam.
– A, tam było coś takiego.
– Dziękuję!!!

Idę we wskazanym kierunku. Jest szlak! Elegancka droga przez busz. I szczyt Tokarni z wielkim masztem i widokiem na okoliczne pasma gór. Za mną błękitnieje Chryszczata. Przede mną kudłate cielsko Bukowicy, moja jutrzejsza trasa. U moich stóp Wola Piotrowa. Nasycone światło późnego popołudnia. Intensywnym fioletem kwitnie wierzbówka.

Telefon:
– Jesteś już na miejscu od dawna? Jak tam kwatera?
– No nie… Trochę błądziłam, nie było znaków, a tu wszędzie skoszona łąka. Ale za to nauczyłam gościa, co to jest szlak!

Do Woli Piotrowej docieram późno. Plecy płaczą… Kolacja, a potem kilka regeneracyjnych asan przed snem. Jutro reszta pasma Bukowicy i leśniczówka Darów!

tokarnia beskid niski

Cergowa

Odkąd zobaczyłam ten stromy, charakterystyczny kształt, miałam wielkie marzenie: wejść na nią. Nic prostszego? Ale trzeba znaleźć czas, żeby pojechać w Beskid. Samotnie, bo prawdziwe wejście to wędrówka tylko ze sobą i ze swoimi myślami. Trzeba zarezerwować nocleg, ustalić trasę, bo mam więcej marzeń do spełnienia… Chwilowo niedostępna jest dla mnie jedyna słuszna opcja czyli: bierzesz namiot, śpiwór, wszelkie graty i wędrujesz, śpiąc gdzie popadnie. Przez wiele lat moje plecy protestowały nawet przeciw noszeniu DAMSKIEJ TOREBKI NA RAMIENIU! Potem łaskawie zgodziły się na mały plecak. Lekarz ortopeda wygenerował, że chodzenie jest dla mnie świetne, ale mam nosić do 5 kilo. I wędrować po górach z namiotem i żarciem? Nie da się! No więc podkulam ogon. Zamawiam noclegi z pościelą i obiadokolacje. Biorę mało jedzenia – od czego są sklepy i dobrzy ludzie? Plecy i tak mnie bolą. Ale o wiele mniej, niż po siedzeniu przy komputerze!

Cergowa Beskid NiskiWyruszam na Cergową z Daliowej piękna, dziką drogą przez zbocza góry Pitrosal – emocje! Wielki upał. Piję wodę i gadam w chatce studenckiej w Zawadce Rymanowskiej. Kombinuję razem z napotkanym turystą, jak zrobić piękną pętlę przez Cergową i wrócić do Daliowej- najlepiej inną drogą. Zobacz – mówi koleś – kawałek za drugim wierzchołkiem złapiesz ścieżkę, nie tracąc wysokości przejdziesz na jedną górkę, potem na drugą, i już będziesz na Przełęczy Szklarskiej. – Szedłeś tędy? – pytam, bo wiem, jak w rzeczywistości mogą wyglądać ścieżki, które są zaznaczone na mapie. – Nie – odpowiada. Dziewczyny z obsługi chatki też nie wiedzą. Mimo to wyruszam. Strome podejście. Szczyt blisko! I rozczarowanie: pokrzywy, trochę śmieci. Wilgotne krzaki. Gruby facet i dziewczyna jedzą chipsy. Eee, myślę, taka góra… Idę dalej. Ścieżka za drugim wierzchołkiem, pokrzywy, chaszcze. Wielkie błoto, chwilami głębokie, rozległe kałuże. Idę, nie chce mi się rąbać przez ten gąszcz. Widzę po słońcu, że ścieżka skręca coraz bardziej. Już wiem, że to nie ta ścieżka. Wracam pod górę stromym zboczem, szukam. Inna ścieżka. Ale po jakimś czasie też skręca nie tam, gdzie trzeba. Późna pora. Decyduję się na powrót wiedząc doskonale, że nie wyjdę na przełęcz, tylko gdzieś na Zawadkę Rymanowska w okolicy cerkwi. I tak właśnie się dzieje. Trochę zła, a trochę rozbawiona własnym nadąsaniem wracam grzecznie moją poranną trasą. Na osłodę wycyganiam w Farfurni wodę do picia i ogórka małosolnego – pyszności! Wracam pustą drogą przez dzikie zbocza Pitrosala. Długie cienie pod nogami, wieczór.

Dziękuję, góro, za tę lekcję pokory.

Komarča

bohohinjsko jezero akryl na płótnie

To była długa wycieczka. Koniec sierpnia, Alpy Julijskie, wielki upał. Wspięliśmy się stromą ścianą (wejście z użyciem rąk) na zbocze góry Pršvec i przeszliśmy na grzbiet zwany Komarča. Tu już bez trudności, spokojna wędrówka zalesionym grzbietem, ale widoki też były. W dole błękitnym okiem błyskało Bohinjsko Jezero. Widać, że zbierają się chmury. Potem było ich więcej i więcej… Skończyło się wielką ulewą i spektakularną burzą.

Poprzednio malowałam grzbiet Komarčy widziany znad jeziora. Tu – na odwrót. A więc przeszłam przez własny obraz…

Bohinjsko Jezero

bohinj

Głębokie, czyste jezioro w Alpach Julijskich, Słowenia. Nieduża miejscowość Ukanc: kilka częściowo schowanych w lesie domów, hotel, camping. Tu kończy się droga (ukanc znaczy chyba koniec). Fascynujący obłok kłębi się nad słynnym wodospadem Savica nieco powyżej jeziora. W jeziorze drugi obłok. Wczesny, pochmurny ranek. Jeszcze miesiąc i tam będę. Na razie maluję wspomnienie

Jak bardzo stroma jest ta ścieżka?

stroma sciezkaBól kręgosłupa towarzyszy mi od kilkunastu lat.  Potrafi uniemożliwić wykład lub ciekawy koncert. Może odebrać radość z podróży lub spotkania w gronie przyjaciół. Czasem włącza się w środku nocy i nie pozwala zasnąć.

Co można z tym zrobić? Pokazuję kilka ścieżek. Nie ukrywam, że są strome. Ale warto nimi pójść.