Wszystkie posty w kategorii: “Góry – druga ścieżka

Góry to ścieżka zewnętrzna. Nie warto rezygnować ze swoich pasji. Wędruję pomimo ograniczeń, wędruję ze zwyrodnieniami kręgosłupa, wędruję z endoprotezą stawu biodrowego. Radość jest większa niż ból. A czasem powoduje, że ból znika.

Cergowa

Odkąd zobaczyłam ten stromy, charakterystyczny kształt, miałam wielkie marzenie: wejść na nią. Nic prostszego? Ale trzeba znaleźć czas, żeby pojechać w Beskid. Samotnie, bo prawdziwe wejście to wędrówka tylko ze sobą i ze swoimi myślami. Trzeba zarezerwować nocleg, ustalić trasę, bo mam więcej marzeń do spełnienia… Chwilowo niedostępna jest dla mnie jedyna słuszna opcja czyli: bierzesz namiot, śpiwór, wszelkie graty i wędrujesz, śpiąc gdzie popadnie. Przez wiele lat moje plecy protestowały nawet przeciw noszeniu DAMSKIEJ TOREBKI NA RAMIENIU! Potem łaskawie zgodziły się na mały plecak. Lekarz ortopeda wygenerował, że chodzenie jest dla mnie świetne, ale mam nosić do 5 kilo. I wędrować po górach z namiotem i żarciem? Nie da się! No więc podkulam ogon. Zamawiam noclegi z pościelą i obiadokolacje. Biorę mało jedzenia – od czego są sklepy i dobrzy ludzie? Plecy i tak mnie bolą. Ale o wiele mniej, niż po siedzeniu przy komputerze!

Cergowa Beskid NiskiWyruszam na Cergową z Daliowej piękna, dziką drogą przez zbocza góry Pitrosal – emocje! Wielki upał. Piję wodę i gadam w chatce studenckiej w Zawadce Rymanowskiej. Kombinuję razem z napotkanym turystą, jak zrobić piękną pętlę przez Cergową i wrócić do Daliowej- najlepiej inną drogą. Zobacz – mówi koleś – kawałek za drugim wierzchołkiem złapiesz ścieżkę, nie tracąc wysokości przejdziesz na jedną górkę, potem na drugą, i już będziesz na Przełęczy Szklarskiej. – Szedłeś tędy? – pytam, bo wiem, jak w rzeczywistości mogą wyglądać ścieżki, które są zaznaczone na mapie. – Nie – odpowiada. Dziewczyny z obsługi chatki też nie wiedzą. Mimo to wyruszam. Strome podejście. Szczyt blisko! I rozczarowanie: pokrzywy, trochę śmieci. Wilgotne krzaki. Gruby facet i dziewczyna jedzą chipsy. Eee, myślę, taka góra… Idę dalej. Ścieżka za drugim wierzchołkiem, pokrzywy, chaszcze. Wielkie błoto, chwilami głębokie, rozległe kałuże. Idę, nie chce mi się rąbać przez ten gąszcz. Widzę po słońcu, że ścieżka skręca coraz bardziej. Już wiem, że to nie ta ścieżka. Wracam pod górę stromym zboczem, szukam. Inna ścieżka. Ale po jakimś czasie też skręca nie tam, gdzie trzeba. Późna pora. Decyduję się na powrót wiedząc doskonale, że nie wyjdę na przełęcz, tylko gdzieś na Zawadkę Rymanowska w okolicy cerkwi. I tak właśnie się dzieje. Trochę zła, a trochę rozbawiona własnym nadąsaniem wracam grzecznie moją poranną trasą. Na osłodę wycyganiam w Farfurni wodę do picia i ogórka małosolnego – pyszności! Wracam pustą drogą przez dzikie zbocza Pitrosala. Długie cienie pod nogami, wieczór.

Dziękuję, góro, za tę lekcję pokory.

Jak chodzić po górach z endoprotezą biodra

Ciechania

Najważniejsza rzecz to determinacja. Góry są dla mnie ważne jak oddech. I być w nich, fizycznie siedząc na ławce przed schroniskiem – to za mało. Trzeba je przemierzać, łykać, doświadczać ich na wszelkie sposoby. Spocić się, zmarznąć lub usychać z pragnienia (gdzie, u licha, jest ten strumień???).

Dobrze zrobiona endoproteza biodra pozwala na wędrowanie. Ale nic nie przychodzi samo.  Trzeba było wzmocnić osłabione mięśnie. Niektóre z nich zostały przecięte podczas operacji, inne, przykurczone, wymagały pomocy fizjoterapeuty (dzięki, Kuba!). Moja możliwość wędrowania to codzienne uporczywe ćwiczenia: rozmasowywanie, rozciąganie, wzmacnianie. Joga sprawdza się tu bezbłędnie. Oczywiście stosowana mądrze i w odpowiednim zakresie. I wtedy – co za radość! – idziesz!

Operowana noga zawsze będzie już „dzieckiem specjalnej troski”. Szybciej się męczy, powstają przykurcze. Druga noga, nadmiernie przeciążana przez lata, też potrafi zaprotestować. Co można robić? Częściej odpoczywać. Chodzić z kijami. Masować, zwłaszcza tę operowaną (zawsze zabieram bańkę chińską, jest bardzo lekka).

Póki co, spacer na lekko. Im mniej kilogramów na plecach, tym lepiej dla bioder i kręgosłupa. Na zdjęciu – Dolina Ciechania, Beskid Niski. Pochmurny poranek po deszczowej nocy.

Drzewo. Rozwój pomimo ograniczeń

To drzewo ma trudne zadanie. Musi przeżyć rosnąc na skale. Spotkałam je tej wiosny wędrując w Beskidzie Żywieckim. Dla mnie jest bratnią duszą. Też boryka się z czymś. Też kombinuje, jak przetrwać. Moja stroma ścieżka to przede wszystkim (poza poszukiwaniem lekarstwa na przewlekły ból), ścieżka do wolności i godności. Wielokrotnie jako pacjent doświadczałam uprzedmiotowienia, odczłowieczenia. Leczono mój kręgosłup, moją klatkę piersiową. Nie mnie jako osobę. Tylko jakiś wyrwany ze mnie fragment. Długo trwało, zanim znalazłam kogoś, kto naprawdę potrafił mi pomóc. A najskuteczniejsza pomoc to uświadomienie człowiekowi, że nie jest rzeczą wysłaną do naprawy. Jest osobą. I jeśli sam postanowi coś z tym zrobić, wyjść z zaklętego kręgu cierpienia, ma szansę to zrobić.

Konkretnie: napotkałam to drzewo na zejściu z przełęczy Przegibek w stronę Rycerki. Początek maja. Młoda zieleń aż kipi… Zwłaszcza, że przez poprzednie dni nieźle została podlana. O błocie na szlaku nie wspominam. Ono jest po prostu wpisane w pejzaż.

skala

Komarča

bohohinjsko jezero akryl na płótnie

To była długa wycieczka. Koniec sierpnia, Alpy Julijskie, wielki upał. Wspięliśmy się stromą ścianą (wejście z użyciem rąk) na zbocze góry Pršvec i przeszliśmy na grzbiet zwany Komarča. Tu już bez trudności, spokojna wędrówka zalesionym grzbietem, ale widoki też były. W dole błękitnym okiem błyskało Bohinjsko Jezero. Widać, że zbierają się chmury. Potem było ich więcej i więcej… Skończyło się wielką ulewą i spektakularną burzą.

Poprzednio malowałam grzbiet Komarčy widziany znad jeziora. Tu – na odwrót. A więc przeszłam przez własny obraz…

Bohinjsko Jezero

bohinj

Głębokie, czyste jezioro w Alpach Julijskich, Słowenia. Nieduża miejscowość Ukanc: kilka częściowo schowanych w lesie domów, hotel, camping. Tu kończy się droga (ukanc znaczy chyba koniec). Fascynujący obłok kłębi się nad słynnym wodospadem Savica nieco powyżej jeziora. W jeziorze drugi obłok. Wczesny, pochmurny ranek. Jeszcze miesiąc i tam będę. Na razie maluję wspomnienie

Jak wędrować z plecakiem i chorym kręgosłupem

Trzeba robić przerwy. Barki, ramiona, górna część pleców bolą. Może boleć też dolna część kręgosłupa. Robię wtedy postój. Dobrze jest  położyć się na równej, twardej powierzchni, wyciągnąć ręce za głowę. To wydłuża kręgosłup, przywraca krążenie uciśniętym tkankom. Można też nogi położyć wyżej. Jeśli boli kręgosłup lędźwiowy, trzeba leżąc na plecach zgiąć nogi w kolanach, postawić stopy. Jeśli jest na to czas, warto zdjąć buty, zwiększając swój, jak to się pięknie nazywa, dobrostan. Odetchnij kilka razy, nieśpiesznie, głęboko, poczuj, jak unoszą się żebra i opadają z wydechem.

U mnie, jak widać, dobrostan zwiększony połowicznie – jeden but nadal na nodze. To czas kontuzji kolana – do kolekcji doszedł mi nowy ból, a umysł borykał się z nowym lękiem. Lewa noga była systematycznie przeciążana, kiedy prawy staw biodrowy nie nadawał się już do użytku i kiedy wszczepiona została proteza. Później, mimo treningu symetrycznego chodzenia, też nie miała kiedy odpocząć. Załatwiło ją wejście bez kijów trekkingowych na Łysą Górę. Nie, nie o północy… Nie było czarownic. Po prostu zawsze na podejściu i zejściu trzeba mieć kije!

lawka

„W góry? Z endoprotezą biodra? Z chorym kręgosłupem?

biwak

Co też pani przychodzi do głowy? „- zapytał pewien Bardzo Dobry Fizjoterapeuta. Faktem jest, że wtedy jeszcze endoproteza była w planach, używałam mojego „starego” biodra, które odmawiało już posłuszeństwa. Zakres ruchu w stawie drastycznie się zmniejszył, cała okolica ordynarnie bolała, w dzień i w nocy.

Tak, w góry z endoprotezą biodra i chorym kręgosłupem. Tak właśnie wędruję. Jeśli idę sama, minimalizuję ciężar, rozkładam trasę na etapy, zaklepuję noclegi. I ruszam!

Czasem jadam w tak pięknym miejscu jak to na zdjęciu. To Wahalowski Wierch, Beskid Niski. Jak widać, mata do jogi zawsze wędruje ze mną…

Nie wiem, co powiedziałby teraz Bardzo Dobry Fizjoterapeuta. Byłam u niego tylko raz. Mój obecny mówi: „Wiem, ze czasem trochę coś nadszarpniesz wędrując. Wtedy naprawimy. Ale kiedy człowiek robi to, co go kręci, jego tkanki zawsze są w lepszym stanie, niż gdyby rezygnował z tego i był nieszczęśliwy.”

Zwyrodnienia kręgosłupa i endoproteza biodra to ograniczenia. Tak samo, jak rozległe pooperacyjne blizny, które też posiadam. Każde z nich jest osobnym problemem do przepracowania. Trzeba przygotować się do wędrówki. Wzmocnić osłabione, rozciągnąć przykurczone. Warto zrobić to w porozumieniu ze specjalistą. No cóż, dlatego zostałam specjalistą. Mam siebie zawsze pod ręką…

Żeby była jasność: nie zachęcam do robienia rzeczy szalonych i nieprzemyślanych, do walki z wiatrakami. Po prostu opowiadam swoją historię. Historię szukania: kto może mi jeszcze pomóc? Co mogę zrobić, żeby było lepiej? A moje dwa potężne rumaki to Upór i Determinacja. Czasem trzeba wycofać się z pokorą. Powiedzieć sobie: nie, nie będę już biegać. Moja proteza biodra za szybko się zużyje. I przeżyć stratę z tym związaną. Bo bieganie było dla mnie ważne.

Teraz chodzę po górach. Eksploruję Beskid. Po prostu pożeram go…. A jak smakuje!

Jak bardzo stroma jest ta ścieżka?

stroma sciezkaBól kręgosłupa towarzyszy mi od kilkunastu lat.  Potrafi uniemożliwić wykład lub ciekawy koncert. Może odebrać radość z podróży lub spotkania w gronie przyjaciół. Czasem włącza się w środku nocy i nie pozwala zasnąć.

Co można z tym zrobić? Pokazuję kilka ścieżek. Nie ukrywam, że są strome. Ale warto nimi pójść.